Oczekiwania terapeutyczne. Kiedy nadzieję na zmianę psuje środowisko?
W tym artykule
- Kiedy rówieśnicy wyśmiewają terapię, czyli społeczna cena zmiany
- Lepiej nie mówić, niż narazić się na odrzucenie
- Kiedy postęp staje się widoczny, a przez to niebezpieczny
- Dorosły również boi się oceny
- Obawa przed tym, czego nikt nie powie wprost
- „Jak tam efekty terapii?” - niewinne pytanie czy kolejny sprawdzian?
- Wycofanie nie zawsze oznacza brak motywacji
- Nie tylko pacjent powinien się zmieniać
- Zakończenie: czy dajemy pacjentowi prawo do zmiany?
Kiedy rówieśnicy wyśmiewają terapię, czyli społeczna cena zmiany
W terapii jąkania dużo mówi się o motywacji, systematyczności, wytrwałości i gotowości do podejmowania wysiłku. Zachęcamy pacjenta do eksperymentowania z nowymi sposobami komunikowania się, przełamywania unikania, zwiększania swobody wypowiedzi i stopniowego wchodzenia w sytuacje, które wcześniej budziły lęk. Wspólnie wypracowujemy schematy postępowania, które mają pomóc mu funkcjonować z większą pewnością i mniejszym napięciem.
Zakładamy, że zdobyte umiejętności będą przenoszone poza gabinet, do szkoły, domu, pracy i codziennych relacji. Rzadziej zastanawiamy się jednak nad tym, co dzieje się w chwili, gdy środowisko zaczyna kwestionować sens tej pracy. Co, jeśli dziecko, które po raz pierwszy od dawna podejmuje próby swobodniejszego mówienia, spotyka się z kpiną?
Co, jeśli rówieśnicy zauważają zmianę, komentują sposób mówienia, naśladują ćwiczenia lub wyśmiewają fakt uczęszczania na terapię? Wówczas problem nie dotyczy już wyłącznie płynności mowy. Dotyka przynależności do grupy, poczucia bezpieczeństwa, samooceny i obawy przed odrzuceniem. Dla dziecka w wieku szkolnym akceptacja rówieśników ma ogromne znaczenie. Bycie częścią grupy może być ważniejsze niż realizowanie zaleceń terapeutycznych.
Dziecko staje wówczas przed trudnym wyborem: kontynuować pracę nad sobą, ryzykując kolejne komentarze, czy zrezygnować z widocznych zmian, by nie wyróżniać się na tle innych. Nie zawsze podejmuje decyzję, którą z perspektywy dorosłego uznalibyśmy za korzystną. Może wybrać milczenie, wycofanie albo pozorne podporządkowanie się grupie. Nie dlatego, że nie zależy mu na terapii.
Być może właśnie dlatego, że bardzo zależy mu na tym, by nie stracić miejsca wśród rówieśników.
Lepiej nie mówić, niż narazić się na odrzucenie
Wyobraźmy sobie chłopca, który podczas spotkań terapeutycznych coraz chętniej podejmuje wypowiedzi, ćwiczy nowe sposoby reagowania na niepłynność i uczy się nie rezygnować z komunikatu tylko dlatego, że przewiduje trudność. W gabinecie stopniowo buduje przekonanie, że ma prawo mówić, nawet jeśli jego wypowiedź nie będzie idealnie płynna. W szkole sytuacja wygląda inaczej. Koledzy zaczynają komentować jego sposób mówienia.
Ktoś naśladuje jego zająknięcie, ktoś inny pyta, po co chodzi do logopedy, skoro nadal się jąka. Jeszcze ktoś rzuca żart, który dla grupy jest chwilową rozrywką, ale dla niego staje się sygnałem ostrzegawczym: każda próba zmiany może zwrócić na niego uwagę. Dziecko zaczyna więc ograniczać wypowiedzi. Zamiast opowiadać, odpowiada „tak” lub „nie”. Zamiast rozwijać myśl, mówi „uhm”, przytakuje albo pozwala innym przejąć rozmowę.
Staje się obserwatorem. Jest obecne w grupie, ale coraz rzadziej uczestniczy w niej na własnych zasadach. Z zewnątrz może to wyglądać jak spokój, nieśmiałość albo brak potrzeby zabierania głosu. W rzeczywistości może być strategią ochronną: jeśli nie będę mówić, nie dam innym powodu do śmiechu. Warto podkreślić, że krótkie odpowiedzi, przytakiwanie czy okresowe wycofanie nie muszą same w sobie oznaczać problemu.
Niepokojące stają się wtedy, gdy służą przede wszystkim unikaniu oceny, ograniczają udział dziecka w relacjach i zastępują wypowiedzi, które chciałoby ono rzeczywiście formułować. W ten sposób wypracowane podczas terapii schematy mogą zostać osłabione przez doświadczenia społeczne. Dziecko niekoniecznie zapomina, czego się nauczyło. Może jednak uznać, że korzystanie z tych umiejętności jest zbyt kosztowne.
Wie, jak próbować, ale przestaje wierzyć, że warto.
Kiedy postęp staje się widoczny, a przez to niebezpieczny
W terapii zachęcamy pacjenta do podejmowania działań, które wcześniej wydawały się trudne. Zwiększamy jego gotowość do zabierania głosu, wyrażania własnego zdania, inicjowania rozmowy czy pozostawania w sytuacji komunikacyjnej mimo niepłynności. Nie zawsze jednak pamiętamy, że zmiana może być zauważalna również dla otoczenia. Dziecko, które wcześniej unikało wypowiedzi, zaczyna mówić więcej.
Osoba, która dotąd ukrywała trudność, przestaje za wszelką cenę maskować ją w rozmowie. Pacjent podejmuje działania, które wymagają odwagi, ale jednocześnie sprawiają, że staje się bardziej widoczny. Jeżeli grupa reaguje akceptacją, doświadczenie to może wzmacniać poczucie sprawczości.
Jeżeli odpowiada kpiną, pacjent może otrzymać zupełnie inną lekcję: nie opłaca się podejmować prób, nie warto zwracać na siebie uwagi, bezpieczniej jest wrócić do dawnych strategii unikania. Dlatego wyśmiewanie dziecka z powodu jąkania, sposobu wykonywania ćwiczeń czy samego uczestnictwa w terapii nie powinno być traktowane jako nieistotny element szkolnego życia.
Może podważać poczucie bezpieczeństwa, zwiększać lęk przed wypowiedziami i utrudniać wykorzystywanie umiejętności rozwijanych podczas terapii. Nie oznacza to, że każda nieprzychylna reakcja rówieśnika automatycznie pogłębia jąkanie ani że można przewidzieć jej konsekwencje u każdego pacjenta.
Oznacza jednak, że ośmieszanie terapii może pogłębiać trudności związane z komunikacją i odbierać pacjentowi gotowość do korzystania z wypracowanych umiejętności. Z perspektywy terapeuty to ważne rozróżnienie. Brak widocznego postępu nie zawsze wynika z niedostatecznej pracy pacjenta. Czasami pacjent nie rezygnuje z terapii dlatego, że nie chce się zmieniać. Rezygnuje, ponieważ nie chce ponosić społecznych kosztów tej zmiany.
Dorosły również boi się oceny
Łatwo uznać, że problem ten dotyczy przede wszystkim dzieci i młodzieży. Dorośli przecież dysponują większym doświadczeniem, lepiej rozumieją mechanizmy społeczne i powinni umieć oddzielić cudze opinie od własnych celów. Takie założenie bywa jednak złudne.
Dorosły, który rozpoczyna terapię jąkania, może mierzyć się z wieloletnim doświadczeniem oceniania, ukrywania trudności, przewidywania reakcji rozmówców i unikania sytuacji, w których jego sposób mówienia stanie się przedmiotem zainteresowania. Podjęcie terapii może być dla niego ważną decyzją, wymagającą przyznania przed samym sobą, że chce coś zmienić i jest gotów podjąć wysiłek.
Co się dzieje, kiedy po powrocie do pracy słyszy od współpracownika: „Czemu nie mówisz płynnie, przecież chodzisz na terapię?”. W jednym zdaniu zawiera się kilka niekorzystnych założeń. Po pierwsze, że terapia powinna przynieść szybką i widoczną zmianę. Po drugie, że jej skuteczność można ocenić na podstawie pojedynczej wypowiedzi.
Po trzecie, że dalsze występowanie niepłynności świadczy o niepowodzeniu albo niewystarczającym wysiłku pacjenta. Tymczasem terapia nie jest egzaminem, na którym po określonej liczbie spotkań należy zaprezentować idealnie płynną mowę. Jej cele mogą obejmować między innymi ograniczanie unikania, zmniejszanie napięcia, rozwijanie swobody komunikacyjnej i zmianę stosunku do jąkania.
Postępy nie zawsze są natychmiast widoczne dla osób postronnych. Pacjent może zatem znaleźć się w sytuacji, w której sam próbuje zaakceptować proces zmiany, a jednocześnie musi tłumaczyć się z jego efektów innym ludziom. Zamiast otrzymywać przestrzeń do pracy, otrzymuje kolejne zadanie: udowodnić, że terapia ma sens.
Obawa przed tym, czego nikt nie powie wprost
Nie wszystkie trudne reakcje środowiska przybierają postać jawnej kpiny. Czasem wystarczy wymiana spojrzeń, uśmiech, półżartobliwa uwaga, powtarzane pytanie albo podejrzenie, że współpracownicy komentują problem pod nieobecność zainteresowanej osoby. Szczególnie obciążająca może być niepewność. Pacjent nie wie, czy rzeczywiście jest przedmiotem rozmów, czy jedynie przewiduje negatywną ocenę.
Nie musi jednak znać treści cudzych komentarzy, aby zacząć się ich obawiać. Samo oczekiwanie kompromitacji może wpływać na jego zachowanie. Może wcześniej przygotowywać wypowiedzi, rezygnować z zabierania głosu na zebraniach, unikać telefonów, ograniczać kontakty towarzyskie albo starać się nie wyróżniać. Może również przestać mówić o terapii, ukrywać ją lub wycofać się z niej, aby nie dostarczać otoczeniu kolejnych powodów do pytań.
W tym miejscu doświadczenie dorosłego może przypominać doświadczenie dziecka. Nie dlatego, że dorosły reaguje niedojrzale, lecz dlatego, że potrzeba akceptacji i obawa przed odrzuceniem nie znikają wraz z osiągnięciem pełnoletności. Dorosły również może chcieć przynależeć do grupy bez konieczności nieustannego tłumaczenia się ze swojej trudności.
Może pragnąć rozmawiać bez poczucia, że każda wypowiedź będzie oceniana jako dowód skuteczności albo nieskuteczności terapii. Nie zawsze powie wprost, że czuje się zraniony. Czasem po prostu przestanie podejmować próby.
„Jak tam efekty terapii?” - niewinne pytanie czy kolejny sprawdzian?
Wystarczy rodzinne spotkanie i przysłowiowy „wujek przy stole”, który z ciekawością pyta: „No i jak tam efekty terapii? Mówisz już normalnie?”. Pytający może nie mieć złych intencji. Może być zainteresowany, życzliwy, a nawet przekonany, że okazuje wsparcie. Dla osoby jąkającej się pytanie to może jednak oznaczać konieczność publicznego podsumowania procesu, którego nie da się sprowadzić do prostego „tak” lub „nie”. Co ma odpowiedzieć?
Że nadal się jąka? Że jest lepiej, ale nie zawsze? Że łatwiej jej zabierać głos, choć nie wszyscy to zauważają? A może, że nie chce omawiać swojej terapii przy stole? Pytanie o efekty może niepostrzeżenie zamienić zwykłą rozmowę w sprawdzian. Pacjent zaczyna zastanawiać się nie tylko nad tym, co chce powiedzieć, lecz również nad tym, jak jego odpowiedź zostanie oceniona. Czy ktoś się rozczaruje? Czy padnie kolejna rada?
Czy pojawi się porównanie z kimś, kto „też się kiedyś jąkał, ale sam sobie poradził”? Nawet jeżeli nikt nie wypowie tych myśli na głos, sama możliwość takiej reakcji może zwiększać napięcie. Nie chodzi o to, by zakazać rozmów o terapii ani uznać każde pytanie za przejaw braku zrozumienia. Chodzi o szacunek dla granic pacjenta. To on powinien decydować, czy chce opowiadać o swoich postępach, jakie informacje chce ujawnić i przed kim.
Terapia nie zobowiązuje pacjenta do publicznego przedstawiania wyników swojej pracy.
Wycofanie nie zawsze oznacza brak motywacji
Kiedy dziecko przestaje wykonywać ćwiczenia, nie chce kontynuować terapii albo wraca do unikania, łatwo uznać, że straciło motywację. Podobnie dorosły, który odwołuje wizyty, przestaje realizować zalecenia lub nie chce podejmować nowych wyzwań komunikacyjnych, może zostać oceniony jako niewystarczająco zaangażowany. Zanim jednak przypiszemy pacjentowi brak chęci, warto zapytać, co dzieje się poza gabinetem.
Czy dziecko obawia się reakcji kolegów? Czy ktoś naśladuje jego sposób mówienia? Czy dorosły został zapytany o terapię w sposób, który odebrał jako zawstydzający? Czy w pracy musi udowadniać, że podejmowany wysiłek przynosi efekty? Czy pacjent ma poczucie, że dzięki terapii zyskuje swobodę, czy raczej staje się bardziej widoczny i narażony na ocenę? Wycofanie może być próbą ochrony siebie. Nie musi być świadomym odrzuceniem terapii.
Może oznaczać, że w aktualnych warunkach społecznych koszt podejmowania prób wydaje się pacjentowi większy niż możliwa korzyść. Nie oznacza to, że należy rezygnować z pracy terapeutycznej przy każdej nieprzychylnej reakcji otoczenia. Oznacza natomiast, że trzeba uwzględnić ją w planowaniu terapii.
Czasem kolejnym krokiem nie jest trudniejsze ćwiczenie komunikacyjne, lecz rozmowa o tym, jak pacjent może zadbać o swoje granice, jak reagować na komentarze i gdzie szukać bezpiecznego wsparcia.
Nie tylko pacjent powinien się zmieniać
Jeśli oczekujemy od dziecka, że będzie odważniej mówić, musimy również zadbać o to, by szkoła nie karała go społecznie za podejmowanie prób. Jeśli zachęcamy dorosłego do większej swobody komunikacyjnej, warto pamiętać, że środowisko zawodowe może tę swobodę wspierać albo ograniczać. Odpowiedzialność za zmianę nie może spoczywać wyłącznie na osobie jąkającej się.
Nie oznacza to, że terapeuta ma kontrolować wszystkie reakcje otoczenia ani że każda nieprzychylna uwaga musi prowadzić do interwencji. Oznacza raczej, że środowisko komunikacyjne powinno stać się ważnym elementem rozumienia trudności pacjenta.
Wsparcie dziecka i współpraca ze szkołą
W przypadku dziecka może to oznaczać współpracę z rodzicami i szkołą, reagowanie na wyśmiewanie oraz budowanie wiedzy o jąkaniu w sposób dostosowany do wieku uczniów.
Granice w relacjach dorosłego
W przypadku dorosłego - pracę nad stawianiem granic, przygotowanie odpowiedzi na niechciane pytania i rozważenie, czy oraz w jakim zakresie warto edukować współpracowników. Nie zawsze trzeba ujawniać szczegóły terapii. Nie każdy pacjent chce rozmawiać o jąkaniu ze swoim otoczeniem, a decyzja o ujawnieniu trudności należy do niego. Wsparcie powinno zwiększać poczucie sprawczości, a nie tworzyć kolejny obowiązek.
Najważniejsze jest to, by pacjent nie musiał wybierać między własnym rozwojem a przynależnością do grupy.
Zakończenie: czy dajemy pacjentowi prawo do zmiany?
Nadzieja na zmianę jest ważnym elementem terapii. Pomaga rozpocząć pracę, podejmować wysiłek i wytrwać mimo trudności. Może jednak stać się źródłem presji, jeżeli pacjent zaczyna czuć, że musi nie tylko pracować nad sobą, lecz również nieustannie udowadniać otoczeniu, że ta praca przynosi oczekiwane rezultaty. Dziecko, które słyszy kpiny ze strony rówieśników, może uznać, że bezpieczniej jest milczeć.
Dorosły, którego współpracownicy pytają, dlaczego nadal się jąka, może przestać mówić o terapii, a nawet rozważyć rezygnację z dalszej pracy. W obu przypadkach nie musi brakować motywacji. Może brakować społecznego bezpieczeństwa, w którym motywacja mogłaby się rozwijać. Dlatego warto poszerzyć pytanie o skuteczność terapii. Nie tylko: „Co pacjent już potrafi?”, ale również: „Czy ma warunki, by z tego korzystać?”.
Nie tylko: „Dlaczego się wycofuje?”, lecz także: „Przed czym próbuje się chronić?”. I wreszcie: „Czy środowisko pomaga mu zmieniać sposób funkcjonowania, czy wymaga, by zmienił się bez zakłócania komfortu innych?”.
Być może jednym z najważniejszych zadań terapeuty jest nie tylko nauczyć pacjenta nowych sposobów komunikowania się, ale również pomóc mu zachować prawo do korzystania z nich w świecie, który nie zawsze reaguje ze zrozumieniem. Bo terapia nie powinna wymagać od człowieka wyboru między rozwojem a akceptacją. A postęp nie powinien być ceną, którą płaci się za ryzyko odrzucenia.
Porozmawiaj o trudnościach w komunikacji
W Terapia PRO możesz sprawdzić profil logopedy oraz profile psychologów i psychoterapeutów. Zapoznaj się z ich doświadczeniem i zakresem pracy, aby omówić trudności z mową oraz towarzyszące im obawy związane z reakcjami otoczenia.
Na stronie TerapiaPro można zapoznać się z profilami dostępnych specjalistów logopedów, psychologów i psychoterapeutów oraz sprawdzić opis ich doświadczenia, zakres pracy i dostępne terminy konsultacji online.
Zobacz profile specjalistów TerapiaPro
Możesz także wypełnić ankietę płynności mowy. To narzędzie przesiewowe, które nie stanowi samodzielnej diagnozy logopedycznej i nie zastępuje konsultacji.
Czytaj również
Artykuł ma charakter edukacyjny. Nie stanowi diagnozy medycznej ani psychologicznej i nie zastępuje indywidualnej konsultacji ze specjalistą.